Nie rób tylko szybszych koni. O prawdziwym sensie wykorzystania AI w biznesie
Sztuczna inteligencja to dziś najgorętszy temat w zarządzaniu, technologii i konsultingu. Ale czy naprawdę daje firmom przewagę konkurencyjną? I czy nie traktujemy jej przypadkiem jak turbodoładowania do działań, które od dawna powinny zostać zautomatyzowane albo... po prostu przemyślane na nowo?
Sztuczna inteligencja – złoty pociąg biznesu?
Od miesięcy, a może już i lat, słyszymy, że „kto nie wskoczy do pociągu AI, zostanie na peronie". Firmy prześcigają się w deklaracjach o wdrożeniach sztucznej inteligencji, systemy ERP i CRM reklamują „moduły AI", a LinkedIn zalewają porady, jak wykorzystać ChatGPT w pracy analityka, sprzedawcy czy menedżera.
Nie zamierzam w tym tekście rozważać, czy te wszystkie „moduły AI" faktycznie są sztuczną inteligencją. Prawda jest taka, że wiele z nich to rozwiązania znane od lat, którym teraz dorzucono modne słowo do opisu. Inne to po prostu interfejsy do modeli językowych typu ChatGPT – do przeszukiwania danych, wyciągania wniosków i generowania tekstu.
I nie mam z tym problemu. Problem zaczyna się w innym miejscu – w tym, jak firmy i ludzie próbują korzystać z AI. A raczej: jak nie próbują z niej korzystać inaczej niż do przyspieszania starych procesów.
AI jako dopalacz do złych procesów?
Znajomy powiedział mi ostatnio, że dzięki AI robi dziś „40 razy więcej projektów niż wcześniej". I super. Ale czy to na pewno o to chodzi?
W większości przypadków, które obserwuję, AI jest wykorzystywane jako narzędzie do robienia tego samego – tylko szybciej. Mamy skan faktur, AI je odczytuje, wrzuca dane do Excela lub Google Sheets, potem przeklejamy je do systemu ERP, a potem... znowu je przepisujemy, tylko gdzie indziej.
Serio?
To nie jest transformacja. To jest upychanie robota do starej roboty.
Zamiast zadać sobie pytanie: „czy możemy ten proces uprościć albo usunąć?", firmy pytają: „jak zrobić to samo szybciej, taniej, mniej ludźmi?". Przykład z fakturami? Przecież idealnym rozwiązaniem nie jest odczytywanie ich przez AI. Idealnym rozwiązaniem byłoby to, żeby one w ogóle nie musiały powstawać – żeby dane były przesyłane automatycznie, system do systemu, bez dokumentów pośrednich.
Takie podejście nie wymaga AI. Takie rozwiązania wdrażałem w Polsce... prawie 20 lat temu.
Robot humanoidalny czy zoptymalizowana linia?
To samo widzimy w kontekście robotyzacji. Co jakiś czas pojawiają się medialne hasła, że „roboty humanoidalne przejmą pracę ludzi" – na produkcji, w magazynach, w biurach.
Ale wystarczy spojrzeć, jak wyglądają nowoczesne linie produkcyjne, by zobaczyć, że tam, gdzie roboty już działają – nie przypominają one ludzi. Są zupełnie inne, bo nie muszą być podobne do nas. Całe środowisko pracy zostało dostosowane do nich, a nie odwrotnie.
Dlaczego? Bo ekonomia.
Zaprojektowanie humanoidalnego robota, który działa dokładnie jak człowiek, jest znacznie droższe niż przeprojektowanie stanowiska pracy, by maksymalnie uprościć ruchy i czynności. W praktyce oznacza to, że zamiast budować „roboty ludzi", budujemy procesy i miejsca pracy, w których specjalistyczne maszyny wykonują określone zadania szybciej, taniej i niezawodnie.
Tak samo powinniśmy myśleć o AI. Zamiast szukać sposobu na to, jak ChatGPT zrobi za nas to, co do tej pory robiliśmy ręcznie – zapytajmy: czy tego w ogóle trzeba jeszcze robić?
Ludzie nie kupują wierteł. Kupują dziury w ścianie.
To jeden z moich ulubionych cytatów. I bardzo trafnie pasuje do tematu AI.
Firmy nie potrzebują faktur. Potrzebują danych o transakcjach.
Nie potrzebują raportów. Potrzebują decyzji na podstawie tych danych.
Nie potrzebują harmonogramów. Potrzebują, żeby produkcja była wykonana na czas i jak najefektywniej.
Jeśli wykorzystujesz AI tylko do tego, żeby te same wiertła kręciły się szybciej – to robisz to źle.
To trochę jak słynne powiedzenie Forda: „Gdybym zapytał ludzi, czego chcą, powiedzieliby: szybszego konia." Tymczasem prawdziwą innowacją okazał się samochód – czyli zupełnie inne rozwiązanie dla tego samego problemu: przemieszczania się.
Innowacja zamiast turbodoładowania
Prawdziwa przewaga konkurencyjna nie leży w tym, żeby robić szybciej to, co do tej pory robiliśmy. Leży w tym, żeby robić to zupełnie inaczej – albo przestać robić w ogóle.
Nie chodzi o to, żeby „wiercić dziury szybciej". Chodzi o to, żeby wiercić je łatwiej, taniej, ciszej – a może nawet nie wiercić ich wcale, jeśli znajdziemy lepszy sposób na zawieszenie półki.
AI nie zmieni biznesu sama z siebie. Może natomiast być katalizatorem innowacji – jeśli potraktujemy ją nie jako narzędzie do przyspieszania, ale jako impuls do przeprojektowania.
AI nie zastąpi ludzi. Ale innowacja – może.
Wspaniałą puentę tej refleksji usłyszałem na konferencji Lean TWI Summit w Wrocławiu, podczas wystąpienia Bartosza Dobrowolskiego. Na ostatnim slajdzie pokazał hasło:
„Czy sztuczna inteligencja cię zastąpi?"
Po czym słowo „sztuczna inteligencja" zostało przekreślone i zastąpione jednym słowem:
Innowacja.
Wtedy pytanie brzmiało zupełnie inaczej:
Czy innowacja Cię zastąpi?
I to jest pytanie, które warto sobie zadać – niezależnie od tego, czy jesteśmy prezesem firmy, liderem działu, specjalistą czy właścicielem procesu.
Bo w ostatecznym rozrachunku to właśnie innowacja daje firmom przewagę. Nie chatbot. Nie narzędzie. Nie AI w ERP. Ale pomysł na to, jak zrobić rzeczy inaczej, lepiej i prościej - nawet jeśli oznacza to wyrzucenie połowy dzisiejszych procesów do kosza.
I oczywiście ostatnio wiele innowacji wprowadza się z wykorzystaniem AI. Ale samo AI nie wystarczy. Musimy wiedzieć jak je najlepiej wykorzystać w praktyce.
